Nowe tematy na forum

Ostatnie wiadomości Ostatnie wiadomości

Relacja z Musikmesse 2010 cz. II

28 kwiecień, 2010 dodany przez Leon

Zgodnie z obietnicą daną w poprzednim odcinku targowego serialu, dziś to, co tygryski lubią najbardziej – hektary zielonych płuc Ziemi przerobione na narzędzia do siania terroru wśród sąsiadów, tony wzmacniaczy o mocy wystarczającej do wyburzania domów, setki efektów udostępniających nawet najdziksze fantazje kolesi dzierżących w dłoniach instrument strunowy szarpany. Słowem – graty gitarowe w ilościach hurtowych!

Pozwolę sobie przyjąć za leitmotif tej części relacji hasło „przewaga treści nad formą”. Wam będzie się łatwiej czytało, a mnie szybciej pisało, co powinno zaowocować sprawnym rozprawieniem się z tą niekończącą się opowieścią.

Jeszcze szybka notka gwoli jasności sytuacji. Kolejność przedstawiania firm jest absolutnie przypadkowa. Tak bardzo przypadkowa, jak tylko może być kolejność ustalana przez niewyspanego desperata o 4tej nad ranem. W związku z czym, reklamacji co do pojawiania się Waszych ulubionych marek nie uwzględnia się.

Amfisound

Głęboko w fińskiej głuszy, powstają instrumenty które przyprawiają o dreszcz rozkoszy każdego maniaka nietypowych wykończeń. Szybki rzut oka na stronę producenta pozwala przekonać się, że oryginalność jest jednym z ważniejszych kryteriów tworzenia gitar dla Amfisound. Dziwnym wydał się nam więc fakt, że na niedużym stoisku dominowały instrumenty dość negocjowalnie wyjątkowe. Typowe, jednobarwne wykończenia hi gloss, dość przeciętne kształty. Mimo to, spędziliśmy tutaj kilka sympatycznych chwil, dzięki prostemu zabiegowi – obsługą stoiska zajmowali się w większości gitarzyści, na co dzień grający na gitarach Amfisound. Inaczej rozmawia się z gościem żyjącym ze sprzedaży produktu, inaczej z facetem który wybrał ten produkt do codziennej pracy. Dzięki temu, rozmowa była luźna i młodzieżowa, dowiedzieliśmy się do czego służą podświetlane znaczniki na podstrunnicy („miałem dość tego, że jak gaszą światła to nie mogę trafić na scenę. A teraz po prostu włączam światełka i już”), pomacaliśmy to i owo. Nasze ogólne wrażenie wyniesione z rozmów z wszystkimi skandynawskimi firmami jest takie, że ci ludzie wiedzą o co chodzi w życiu – robisz co lubisz, nie stresujesz się nadmiernie, jak trzeba to idziesz zastrzelić muflona albo innego renifera, pociągasz z kanisterka z czymś na wzmocnienie i life goes on ;)

Artec

Stoisko dalekowschodniej firmy specjalizującej się w efektach i piecykach z zakresu niskobudżetowego, było bogato załadowane ekspozycją. I obsługiwane przez dwie urocze panie. Niestety ktoś (ten ktoś maczał paluchy w zepsuciu wielu wspaniałych stoisk, podejrzewamy, że to jakaś zorganizowana szajka) zapomniał o tym, że efekty służą do wydawania odgłosów. Mimo najszczerszych chęci naszych i obsługi stoiska, nie było możliwości ogrania niczego z dość pokaźnej oferty producenta.

Blackheart

Nasze pierwsze starcie ze stoiskiem gitarowym na targach. Spacerujemy sobie spokojnie, nie wadząc nikomu, tutaj Shure, tam Adam Audio, aż tu nagle – Blackheart. Jakieś 10 minut później zostałem poklepany w ramię i poproszony o ściszenie wzmacniacza (70dB max jak już mówiłem). Dobrze znane w naszym kraju maluchy z serii Killer Ant i Little Giant, stanowiły jedynie tło dla swojego większego braciszka BH100H Hothead. Wzmacniacz ten, wyeksponowany w imponującym full stacku oraz równie groźnie wyglądającym half stacku (mówcie co chcecie, jeśli kanały wzmacniacza nazywają się loud i fuckin loud, ja sięgam po stopery) oferuje pracę w klasie A lub AB. Piec w połączeniu z Fenderem strat, grał rewelacyjnym rockowym crunchem a’la 60’s. Miłośnicy ściany mięcha nie mają tu czego szukać, ale wszyscy miłośnicy brzmienia Led Zeppelin będą zachwyceni.

Brunetti

Ta włoska manufaktura przebojem wdarła się na rynek producentów wzmacniaczy parę lat temu i konsekwentnie utrzymuje swoją renomę producenta świetnych brzmieniowo i jakościowo palników i paczek dla wymagającego klienta. Na targach można było ograć wszystko co było wystawione. Czyli większość katalogowej oferty firmy. Tutaj także stoiskiem opiekował się gitarzysta związany z firmą, służąc radą i pomocą zainteresowanym. Skorzystaliśmy z okazji i sprawdziliśmy prawdziwość opinii Brunettiego. Niniejszym oświadczam, że XL R-EVO to kawał porządnego pieca, nawet przy obowiązujących obostrzeniach głośnościowych pokazywał charakterek, i dynamikę plasującą go w górnej półce sprzętów wyburzeniowych.

Carparelli

Ta firma była dla nas od początku fenomenem. Przeczytajcie nazwę, dodajcie fakt, że obsługa stoiska była w równych proporcjach kaukaska i azjatycka i oczywistym staje się, że Carparelli jest kanadyjską firmą. Proste, czyż nie?

Stoisko było ładnie wykonane (kostki rozrzucone po ziemi jakoś podejrzanie utkwiły mi w pamięci), prezentowane instrumenty śliczne i dobrze grające, ekipa sympatyczna i pomocna. Spędziliśmy parę upojnych chwil z siódemkami z serii JR-7, gitarami o typowo shredderskich parametrach i hmmm dyskusyjnie pięknej główce ;) Ponadto na stoisku roiło się od naprawdę ładnych i, jak to określa mój kolega szanowny, godnych instrumentów. Jeśli ktoś z Was zatrudni się kiedyś jako drwal w kanadyjskich puszczach to polecamy przy okazji rozejrzenie się za gitarami Carparelli.

Cort

Tutaj niekoniecznie jest o czym pisać. Gitar było sporo, kilka całkiem ładnych (sygnatura Neila Zazy to zdecydowanie najładniejsza gitara tej firmy. Howgh, rzekłem), kilka paskudnych jak najbrzydszy pies świata (Mattias Jabs sig model), większość była jedynie ekspozycją, chociaż nikt nie robił problemów z bliższym zapoznaniem się z ich walorami. To co udostępniono do testowania mieściło się w targowej średniej – przeciętne instrumenty na przeciętnych piecach. Plus słuchawki. Długo tutaj miejsca nie zagrzaliśmy.

 

DBZ

Dla nie kumających gitarowej czaczy – DBZ to inicjały pana Deana B. Zielinskiego. Tak, tego Deana B. Zielinskiego, z tych Zielinskich. Po odejściu z Deana, Dean (kocham pisać takie zdania) założył nową firmę i sygnuje swoim nazwiskiem gitary skierowane przede wszystkim do metalowej braci. Na stoisku można więc było znaleźć nadnormatywne ilości mostków Floyd Rose, humbuckerów i szatańskich kształtów, tudzież wykończeń. Było to także jedyne stoisko hołdujące odwiecznej tradycji, że nic tak dobrze nie robi frekwencji jak odpowiednio rozebrana hostessa (ludzie o silnych zasadach moralnych mogą tutaj wstawić „półnaga wszetecznica”). Szkoda, że ekspozycja nie grzeszyła interaktywnością – można było ograć wszystko, o ile chciałeś ograć coś z niższych rzędów i nie przejmowałeś się brakiem wzmacniacza. Ponadto DBZ wygrał nasz minikonkurs na najcieńszy korpus gitary wystawianej na targach. Ibanezy S są grube i niesexy. Mimo braków w nagłośnieniu, stoisko wryło się nam w pamięć i wspominamy je z przyjemnością. Zwłaszcza przemierzające je urocze blond ruchomości ;)

ESP

Na napisanie czegoś o tej firmie czekałem od targów z wewnętrznym radosnym drganiem. Niczym dziecko mogące wreszcie wybić szybę nielubianego sąsiada. ESP wystawił bodaj największą ilość instrumentów. Od produkowanych na dalekim wschodzie LTD, przez amerykańskie ESPy, aż po Custom Shop przy którym bielało oko a portfel stękał boleśnie. Dopadliśmy ósemek sygnowanych przez Stephena Carpentera i rozpoczęliśmy radosne uwiecznianie tych widoczków. Wtedy też rzucił nam się w oczy niepozorny karteluszek leżący pod wieszakami z wiosłami. Napis nakreślony bardzo stanowczym fontem głosił „please don’t touch”. Nasza reakcja niewątpliwie zainteresowałaby psychiatrów kilku specjalności. Zdaję sobie sprawę, że panowie z ESP nie należą do naszych stałych czytelników, ale i tak sobie pofolguję.

Szanowni Państwo, gdybym chciał pooglądać sobie wasze gitary to nie tłukłbym tyłka przez pół Europy, tylko zakotwiczył rzeczone cztery litery przed kompem i poklikałbym na Waszą stronę. Skoro już zadałem sobie ten wysiłek i stanąłem w umiarkowanie gościnnych progach Waszego stoiska, to chciałbym do cholery dowiedzieć się czegoś ponad to, że ładne są. Średnio też urządza mnie filmik rocznicowy na którym stada Waszych oddanych endorserów rozpływają się nad szczęśliwą gwiazdą, która skrzyżowała ich drogi z Waszymi. Idę se (nie poprawiać! lecę na adrenalinie więc błędy zamierzone) kupić Ibaneza. Albo piwo z wkładką. Dobranoc.

Fender

Fender to na wskroś amerykańska firma. W związku z czym nie miała stoiska. Miała MIASTECZKO. Wielgachna przestrzeń wystawowa wyładowana po brzegi instrumentami wszelkich kształtów, rozmiarów i specyfikacji. Mam niejasne wrażenie, że moje nagłe pragnienie zakupienia Telecastera jest jakoś powiązane z ekspozycją Custom Shopu i ich serii Relic. Oddzielne boksy pozwalały w spokoju pograć na akustykach, podziwiać (znów brak elektryfikacji na stoisku) gitary różnych oddziałów Fendera (pełen przekrój od Squiera po american series) i skutecznie utrudniały robienie zdjęć ;)

Poza marką Fender, na stoisku tym można było złapać się także za gitary Guild oraz Gretch. Te drugie robiły naprawdę duuuże wrażenie. Zwłaszcza na kimś kto wychował się na AC/DC.

Do ogrania pod prądem udostępniono jedynie słuchawkowe stoisko z małymi piecykami GDEC i american stratami (była też wersja dla basistów – sprawdzenie było poniżej naszej godności).

Podsumowując – śliczne muzeum, o stopniu interaktywności o 100% wyższym niż ESPa. Mogło się podobać.

Zemaitis

Jeśli którykolwiek z Was ma do wydania wolne kilka/kilkadziesiąt tysięcy dolarów i ma kaprys posiadania gitary o naprawdę wyróżniającym się wyglądzie to polecamy Wam instrumenty Zemaitis. Na stoisku można było podziwiać (znów…) gitary z serii Disc Front, Metal Front oraz Pearl Front (nie było natomiast Eastern Front i tego nie mogą wybaczyć firmie nasi sojusznicy ze wschodu ;)), które charakteryzują się przepięknymi płytami wierzchnimi wykonanymi z metalu lub masy perłowej, ozdabianymi przez ludzi niewątpliwie znającymi się na swoim rzemiośle. Także bardziej konserwatywne z wyglądu serie GZ imponowały swoim wykonaniem. Akustyki wydały nam się ciutkę dziwne, ale co kto lubi. Jak toto gra nie powiemy, ale jeśli szukasz fajowej ozdoby na ścianę – nie szukaj dalej, only Zemaitis is good enough ;)

Na dziś wystarczy tych wrażeń, bo samo pisanie sprawiło, że zatęskniłem za targową atmosferą. Idę ochłonąć, a Wy upewnijcie się, że nie przegapicie kolejnej części. Będzie rokendrolowo i głośno!

Ze wzglęgu na trwające prace modernizacyjno-wdrożeniowe pełna galeria artykułu znajduje się tutaj.